środa, 23 września 2015



"Mój mały świat"


ROZDZIAŁ 1.


Siedzę na parapecie z kubkiem ciepłego mleka. Śnieżna poducha przykryła już cały Toruń, a na białym puchu widać tylko rozmokłe ślady po butach. Na drzwiach domów widać świąteczne stroiki, po ulicach chodzi święty Mikołaj i rozdaje prezenty grzecznym dzieciom. Każdy wpada w wir świątecznych zakupów, ludzie kupują prezenty dla bliskich, przystrajają choinki. W kominku pali się stare drzewo, a wszędzie unosi się przepiękny zapach świerku. Wszyscy spędzają święta w gronie rodzinnym. Dziadek siedzi wygodnie na fotelu bujanym, a starsza, siwa pani przykrywa go kocem. Trzymają się za ręce i patrzą sobie w oczy, jak młodzi ludzie poznający się nawzajem. Mała dziewczynka w blond kucykach przynosi staruszkowi gorące kakao i śpiewa kolędy, a mały chłopiec siedzący na kanapie rytmicznie dogrywa akompaniament na swoich skrzypcach. Reszta rodziny cichutko podśpiewuje, aby nie zagłuszyć tej pięknej melodii. Cała rodzina siedzi przy przepięknej, bogato zdobionej choince. Dzielą się opłatkiem i składają sobie życzenia. Są szczęśliwi. Zawsze marzyłam o takich świętach. Niestety, nigdy nie przeżyłam czegoś tak wspaniałego. Kiedy się urodziłam, moi rodzice oddali mnie do domu dziecka. Ciągłe krzyki dzieci i rywalizacja o zabawki to nie był szczyt moich marzeń. Pragnęłam mieć rodzinę, prawdziwą rodzinę. Teraz mam 20 lat i jestem samotna. Czym jest samotność? Czymś bardzo okrutnym i wyniszczającym. Budzę się rano, a tu pustka, nie ma nikogo z kim mogę pośmiać się, pożartować, wyżalić się, czy najzwyczajniej w świecie porozmawiać.