"Mój mały świat"
ROZDZIAŁ
1.
Siedzę na parapecie z kubkiem ciepłego
mleka. Śnieżna poducha przykryła już cały Toruń, a na białym puchu widać tylko
rozmokłe ślady po butach. Na drzwiach domów widać świąteczne stroiki, po
ulicach chodzi święty Mikołaj i rozdaje prezenty grzecznym dzieciom. Każdy
wpada w wir świątecznych zakupów, ludzie kupują prezenty dla bliskich,
przystrajają choinki. W kominku pali się stare drzewo, a wszędzie unosi się
przepiękny zapach świerku. Wszyscy spędzają święta w gronie rodzinnym. Dziadek
siedzi wygodnie na fotelu bujanym, a starsza, siwa pani przykrywa go kocem.
Trzymają się za ręce i patrzą sobie w oczy, jak młodzi ludzie poznający się
nawzajem. Mała dziewczynka w blond kucykach przynosi staruszkowi gorące kakao i
śpiewa kolędy, a mały chłopiec siedzący na kanapie rytmicznie dogrywa
akompaniament na swoich skrzypcach. Reszta rodziny cichutko podśpiewuje, aby
nie zagłuszyć tej pięknej melodii. Cała rodzina siedzi przy przepięknej, bogato
zdobionej choince. Dzielą się opłatkiem i składają sobie życzenia. Są
szczęśliwi. Zawsze marzyłam o takich świętach. Niestety, nigdy nie przeżyłam
czegoś tak wspaniałego. Kiedy się urodziłam, moi rodzice oddali mnie do domu
dziecka. Ciągłe krzyki dzieci i rywalizacja o zabawki to nie był szczyt moich
marzeń. Pragnęłam mieć rodzinę, prawdziwą rodzinę. Teraz mam 20 lat i jestem
samotna. Czym jest samotność? Czymś bardzo okrutnym i wyniszczającym. Budzę się
rano, a tu pustka, nie ma nikogo z kim mogę pośmiać się, pożartować, wyżalić
się, czy najzwyczajniej w świecie porozmawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz